" No ok, a z jakiej to okazji?
- Sam nie wiem.
- Gdzie on będzie?
- W lesie - odpowiedział.
- Tak. Obok jego domu znajduje się las, po części należący do niego, ale się nie bój poznasz część mojej ekipy.
- Yhym.
- Przyda Ci się odrobina szaleństwa w życiu.
- O co Ci chodzi? Przecież się zgodziłam!"
______________________
Dojechaliśmy już pod dom Kai. Powiedziałam Jaśkowi, że może, albo wejść ze mną, albo przyjechać po mnie za godzinę. Chciałam porozmawiać z Kają. Mam nadzieje, że pracuje nad sobą i że zastanę ją trzeźwą. Janek wybrał opcje przyjechania po mnie, w sumie nie dziwiłam mu się, wiedziałam że tak zrobi.
Odetchnęłam z ulgą i otworzyłam drzwi od klatki bloku. Wyszłam po schodach i zatrzymałam się przed drzwiami. Nie wiedziałam czy mam po prostu otworzyć drzwi czy może lepiej zapukać. Po chwili zastanowienia się zapukałam. Zastałam w drzwiach Kaje, która rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
- Cześććć mała! Brakowało mi tu Ciebie!
Ucieszyłam się na jej słowa. Weszłam do mieszkania. Zaskoczyła mnie ta absolutna zmiana. W całym domu pachnęło ładnymi odświeżaczami i nareszcie po salonie nie walały się butelki po piwie.
- No Kaja zaskoczyłaś mnie!
- Dzięki. Masz czas, żeby pogadać czy przyjechałaś tylko po rzeczy?
- Jeśli nie będę przeszkadzać no to możemy pogadać.
- Jasne, że nie będziesz!
Nalała mi do wysokiej szklanki pepsi i usiadła na pufie przed szklanym stołem. Ja siedziałam na przeciwko na białej skórzanej kanapie.
- To opowiadaj poznałaś jakiegoś chłopaka tak? Tylko szczerze proszę!
- Oj Kaja, Kaja... No więc poznałam dziewczynę i chłopaka, którzy są rodzeństwem. Przygarnęli mnie do siebie i żyjemy jak jedno rodzeństwo.
- Mają kasę? Rodzice? Nie uważasz, że powinnam ich poznać?
- Pracowali przez dłuższy czas w Anglii, ale nie chodzi mi o kasę. Rodzice zostawili ich i ich młodszego brata z którym urwał się kontakt gdy byli nastolatkami. Raczej nie musisz ich poznawać. To uczciwi ludzie.
- Cieszę się, że nareszcie doznałaś szczęścia w życiu - powiedziała z uśmiechem po czym posmutniała.
- Dzięki, a co u Ciebie?
- Po twojej wyprowadzce dopiero przejrzałam na oczy i zobaczyłam jakim cholernym dupkiem był mój "chłopak".
Słowo "chłopak" wypowiedziała w taki dziwny sposób, jakby wcale nigdy nie byli parą.
- O co chodzi? - zapytałam z troską.
- Przez niego zrobiłam się cholerną alkoholiczką i ćpunką, a mój dom stał się miejscem na imprezy i przyjmowanie innych lumpów z ulicy. Przez tego gnoja muszę opuścić moje mieszkanie i rozpocząć nowe życie.
- Może to lepiej, że masz taką szansę?
- Może. Na pewno Ci ludzie zgodzą się na mieszkanie z tobą?
- Tak, nie ma problemu. Z którą przyjaciółką zamieszkasz?
- Pamiętasz może Amelkę?
- Nie.
- Spokojnie ona nie piję, więc będę miała nad sobą opiekę - zaśmiała się.
- To dobrze - ja też się uśmiechnęłam.
Rozmawiałyśmy tak jeszcze chwilę głównie o Kai. Pomogła mi się pakować do mojej czarnej walizki i w końcu musiała poruszyć ten temat. Bo jakże by inaczej?
- A ten chłopak to dla Ciebie ktoś więcej czy tylko przyjaciel?
- Kaja?
- Słucham?
- Sama nie wiem. Nazywa się Janek. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale wczoraj się pocałowaliśmy i nie wiem.
- Uuuu - uśmiechnęła się.
- Wszystko sobie dziś wyjaśniliśmy i uznaliśmy że zaczniemy wszystko od nowa.
- Więc zacznijcie.
Nasza godzina już minęła i Jaś zadzwonił do mnie, abym już się zbierała. Podałam Kai mój nowy numer telefonu byśmy miały jeszcze szansę na kontakt ze sobą. Podziękowałam jej za gościnę i wyszłam. Na prawdę byłam pod wrażeniem jak ona się zmieniła. W tym momencie było mi jej żal, że musi się wyprowadzić ze "swojego miejsca".
Jaś wyszedł ze samochodu, założył okulary i otworzył bagażnik, a następnie włożył moją walizkę do auta. Gdy to robił uśmiechnął się w inny sposób... tak łobuzersko.
Niestety, ale musiałam otworzyć sobie sama drzwi. Jan podkręcił głośnik radia, aż na 47 poziom głośności, ale mnie to nie przeszkadzało.
Dojechaliśmy pod jakiś budynek. Przecież to nie był nasz dom.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam gdy auto zgasło.
- Przed centrum handlowym.
- W jakim celu?
- Chyba nie pójdziesz jutro w takich ciuchach.
- Przecież przywiozłam swoje.
- Co Ci szkodzi poszaleć i kupić coś nowego?
W sumie miał racje. Przecież powinnam się przy nim jakoś rozluźnić i nie wiązać wszystkiego z tą plażą. Prawda? Weszliśmy do obrotowych drzwi. Ujrzałam ogromne centrum. Po środku fontanna, a otaczały ją sklepy i ruchome schody.
____________________________________________________________________________________________________________________
Proszę bardzo o to kolejny rozdział. Podoba się? Jeżeli możecie to dziś ja mam do Was małą prośbę. Pokażcie swoją aktywność w postaci pytań na asku. Nie chodzi mi tu o lajki, ale są mile widziane. Zadawajcie pytania z anonima lub swoich kont to nie jest ważne.
Jeszcze raz dzięki marchewy za wyświetlenia.
PS: Przecież zapomniałam o linku do aska xd macie: http://ask.fm/Wikiopowiadanie
PS2: Zmieniam wygląd bloga :D
Pozdrawiam Wiktoria!
FF - JDABROWSKY
sobota, 4 kwietnia 2015
Rozdział 11
"Nie czekając dłużej pobiegłam do mojego pokoju. Nie wiedziałam gdzie chce mnie zabrać, więc ubrałam się po prostu normalnie. Czarne leginsy i czarna koszulka na ramiączkach. Uczesałam włosy i umyłam zęby. Kolejną czynnością było założenie butów i wzięcie do ręki mojej skórzanej kurtki. Już miałam się wracać po telefon kiedy przypomniałam sobie, że już go nie mam.
Wyszłam z domu to co zobaczyłam ogromnie mnie zaskoczyło."
___________________________________________________________________________________________________
Na schodach naszego ganku klęczał Janek z bukietem kwiatów. Co prawda nie był ubrany jakoś elegancko, ale zwyczajnie, po prostu tak jak lubiłam. Podeszłam do niego, a on zaczął:
- Emila bardzo Cię przepraszam za wczoraj. Nie jestem pewien czy w końcu chcesz o tym zapomnieć czy nie. W każdym razie zacznijmy od nowa ok? - wręczył mi kwiaty.
- Więc gdzie mnie zabierzesz? - powiedziałam bo otworzył mi drzwi od samochodu.
Gdy on również znalazł się w samochodzie odpowiedział:
- Jak to gdzie? Przecież trzeba kupić Ci telefon i jechać po twoje ubrania.
- Dziękuje.
- Nie ma za co, ale lepiej powiedz o co tak płakałaś wieczorem.
Mimo naszej rozmowy, wciąż skupiał się na drodze.
- Przypomniała mi się ważna osoba. Moja przyjaciółka.
- Może chcesz do niej pojechać? Spoko nie ma sprawy.
- Problem w tym, że... - nie mogłam wydusić z siebie tego słowa. Łza spłynęła po moim policzku. - ona nie żyje.
- Chyba nie powinienem pytać.
- Przecież nie wiedziałeś - uśmiechnęłam się do niego.
Zatrzymał samochód przed ogromną galerią. Już kiedyś tu byłam w kinie. Widziałam, że chłopak chciałby usłyszeć trochę kim była moja przyjaciółka, więc gdy wysiedliśmy z auta zaczęłam opowiadać.
- Miała na imię Kasia. Była najwspanialszą osobą - Janek słuchał mnie ze zrozumieniem - Energia, którą w sobie posiadała była nie do opisania. Miała długie czarne, proste włosy i piwne oczy.
- Co się tak właściwie stało?
- Wszystko zaczęło się w dniu kiedy razem pojechaliśmy na basen. Straciła tam przytomność. Lekarze mówili, że to nic takiego i że nie ma powodu by się tym przejmować. Posłuchaliśmy ich rad, w końcu stało się to tylko raz. Po jakimś miesiącu nadeszła pora na badania - tu zamilkłam.
- Jeżeli nie chcesz nie opowiadaj.
- Badania wyszły źle. Wykazały podejrzenie cukrzycy i anemii. Niestety, ale wszystko się potwierdziło. Kaśka jakoś się tym nie przejmowała. Zawsze dała radę sobie w takiej chwili, ale gdy...- nie miałam pojęcia jak kontynuować - wykryli u niej raka mózgu nie było już cudownie. Leciała na chemii. Ciągle mdlała i wymiotowała. Dzień przed zabiegiem wszystko było świetnie, ale w jego trakcie utracili ją.
- Tak mi przykro. Była świetną przyjaciółką - przytulił mnie.
Ja też go przytuliłam. Cieszyłam się, że mam takiego przyjaciela z którym mogę porozmawiać, a on z pewnością mnie zrozumie.
- Dobra już się nie rozklejaj mała - puścił mnie i pociągnął w stronę sklepu z telefonami.
- Czy to dla Ciebie nie jest żaden problem? - zapytałam.
- Ale co?
- Kupienie mi komórki
- Nie - odpowiedział pewnie.
- Obiecuję, że postaram się znaleźć pracę i oddać Ci kasę.
- Nie musisz.
Weszliśmy do sklepu. W okół nas były obudowy i etui po drugiej stronie zaś telefony, a po środku stały tablety. Jasiek poszedł w stronę komórek marki Apple, czyli Iphonów.
- Chyba sobie żartujesz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie dlaczego? Przecież ja też mam taki.
- Dobrze, ale on kosztuje fortunę.
- Chce Ci sprawić dobry telefon. Jeżeli nie chcesz żadnego od mnie to po prostu powiedz.
- Chce, ale...
- Emka błagam! Czy mogłabyś nie patrzyć na cenę? Wybierzesz sobie telefon droższy od tego to i tak Ci go kupię.
- Skąd masz tyle kasy?
- Pracuję.
Skoro powiedział, że mogę taki wziąć to nie odmawiałam. Gdy skończyliśmy zakupy postanowiliśmy, że pojedziemy do Kai po resztę moich ubrań. Oczywiście podziękowałam Jankowi.
- Mogę mieć do Ciebie prośbę? - tym razem zapytał on.
- Tak. O co chodzi?
- Jutro wieczorem mój kumpel organizuje grilla. Czy mogłabyś pójść ze mną?
- No ok, a z jakiej to okazji?
- Sam nie wiem.
- Gdzie on będzie?
- W lesie - odpowiedział.
- Tak. Obok jego domu znajduje się las, po części należący do niego, ale się nie bój poznasz część mojej ekipy.
- Yhym.
- Przyda Ci się odrobina szaleństwa w życiu.
- O co Ci chodzi? Przecież się zgodziłam!
_________________________________________________________________________________________________________________________
Hejka! Macie rozdział 11. Nie jest jakiś długi, ale jest. Aaa no i zapraszam na aska http://ask.fm/Wikiopowiadanie
Wyszłam z domu to co zobaczyłam ogromnie mnie zaskoczyło."
___________________________________________________________________________________________________
Na schodach naszego ganku klęczał Janek z bukietem kwiatów. Co prawda nie był ubrany jakoś elegancko, ale zwyczajnie, po prostu tak jak lubiłam. Podeszłam do niego, a on zaczął:
- Emila bardzo Cię przepraszam za wczoraj. Nie jestem pewien czy w końcu chcesz o tym zapomnieć czy nie. W każdym razie zacznijmy od nowa ok? - wręczył mi kwiaty.
- Więc gdzie mnie zabierzesz? - powiedziałam bo otworzył mi drzwi od samochodu.
Gdy on również znalazł się w samochodzie odpowiedział:
- Jak to gdzie? Przecież trzeba kupić Ci telefon i jechać po twoje ubrania.
- Dziękuje.
- Nie ma za co, ale lepiej powiedz o co tak płakałaś wieczorem.
Mimo naszej rozmowy, wciąż skupiał się na drodze.
- Przypomniała mi się ważna osoba. Moja przyjaciółka.
- Może chcesz do niej pojechać? Spoko nie ma sprawy.
- Problem w tym, że... - nie mogłam wydusić z siebie tego słowa. Łza spłynęła po moim policzku. - ona nie żyje.
- Chyba nie powinienem pytać.
- Przecież nie wiedziałeś - uśmiechnęłam się do niego.
Zatrzymał samochód przed ogromną galerią. Już kiedyś tu byłam w kinie. Widziałam, że chłopak chciałby usłyszeć trochę kim była moja przyjaciółka, więc gdy wysiedliśmy z auta zaczęłam opowiadać.
- Miała na imię Kasia. Była najwspanialszą osobą - Janek słuchał mnie ze zrozumieniem - Energia, którą w sobie posiadała była nie do opisania. Miała długie czarne, proste włosy i piwne oczy.
- Co się tak właściwie stało?
- Wszystko zaczęło się w dniu kiedy razem pojechaliśmy na basen. Straciła tam przytomność. Lekarze mówili, że to nic takiego i że nie ma powodu by się tym przejmować. Posłuchaliśmy ich rad, w końcu stało się to tylko raz. Po jakimś miesiącu nadeszła pora na badania - tu zamilkłam.
- Jeżeli nie chcesz nie opowiadaj.
- Badania wyszły źle. Wykazały podejrzenie cukrzycy i anemii. Niestety, ale wszystko się potwierdziło. Kaśka jakoś się tym nie przejmowała. Zawsze dała radę sobie w takiej chwili, ale gdy...- nie miałam pojęcia jak kontynuować - wykryli u niej raka mózgu nie było już cudownie. Leciała na chemii. Ciągle mdlała i wymiotowała. Dzień przed zabiegiem wszystko było świetnie, ale w jego trakcie utracili ją.
- Tak mi przykro. Była świetną przyjaciółką - przytulił mnie.
Ja też go przytuliłam. Cieszyłam się, że mam takiego przyjaciela z którym mogę porozmawiać, a on z pewnością mnie zrozumie.
- Dobra już się nie rozklejaj mała - puścił mnie i pociągnął w stronę sklepu z telefonami.
- Czy to dla Ciebie nie jest żaden problem? - zapytałam.
- Ale co?
- Kupienie mi komórki
- Nie - odpowiedział pewnie.
- Obiecuję, że postaram się znaleźć pracę i oddać Ci kasę.
- Nie musisz.
Weszliśmy do sklepu. W okół nas były obudowy i etui po drugiej stronie zaś telefony, a po środku stały tablety. Jasiek poszedł w stronę komórek marki Apple, czyli Iphonów.
- Chyba sobie żartujesz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie dlaczego? Przecież ja też mam taki.
- Dobrze, ale on kosztuje fortunę.
- Chce Ci sprawić dobry telefon. Jeżeli nie chcesz żadnego od mnie to po prostu powiedz.
- Chce, ale...
- Emka błagam! Czy mogłabyś nie patrzyć na cenę? Wybierzesz sobie telefon droższy od tego to i tak Ci go kupię.
- Skąd masz tyle kasy?
- Pracuję.
Skoro powiedział, że mogę taki wziąć to nie odmawiałam. Gdy skończyliśmy zakupy postanowiliśmy, że pojedziemy do Kai po resztę moich ubrań. Oczywiście podziękowałam Jankowi.
- Mogę mieć do Ciebie prośbę? - tym razem zapytał on.
- Tak. O co chodzi?
- Jutro wieczorem mój kumpel organizuje grilla. Czy mogłabyś pójść ze mną?
- No ok, a z jakiej to okazji?
- Sam nie wiem.
- Gdzie on będzie?
- W lesie - odpowiedział.
- Tak. Obok jego domu znajduje się las, po części należący do niego, ale się nie bój poznasz część mojej ekipy.
- Yhym.
- Przyda Ci się odrobina szaleństwa w życiu.
- O co Ci chodzi? Przecież się zgodziłam!
_________________________________________________________________________________________________________________________
Hejka! Macie rozdział 11. Nie jest jakiś długi, ale jest. Aaa no i zapraszam na aska http://ask.fm/Wikiopowiadanie
Rozdział 10.
"Dalej nie chciała wstawać, więc postanowiłem ,że czemu nie przeniosę jej na rękach.
- Co ty wyprawiasz?!
- To co widzisz.
Powiedziałem po czym objąłem ją w tali i podniosłem ją do góry. Ta chwyciła się mojej szyi i szliśmy tak się śmiejąc. Gdy staliśmy już przy kocu opuściłem Emilkę na piasek. Staliśmy tak na przeciwko siebie wpatrując się nawzajem w swoje oczy."
_____________________________________________________
Perspektywa Emilki:
Ten chłopak jest szalony. Wziął mnie na ręce i zaniósł pod koc. Opuścił mnie i już mogłam stać na własnych nogach. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Topiłam się w jego czekoladowych tęczówkach, a dwa pieprzyki dodawały mu uroku. Nasze usta zaczęły zbliżać się do siebie. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Gdy dzieliły nas minimetry oczywiście coś musiało nam przerwać. To Olka dzwoniła do Jaśka. Chłopak zdenerwowany całą sytuacją odebrał telefon i rozmowę włączył na tryb głośno mówiący, abym ja też mogła coś usłyszeć.
- Hej! - krzyknęła radośnie do słuchawki Olka.
- Siostra w takim momencie?!
- W czymś Ci przerwałam? - zapytała.
- Wyobraź sobie, że tak.
- Dobra przepraszam i tak to pewnie nic ważnego - powiedziała, a chłopak popatrzył na mnie.
- Chciałaś coś? Czy dzwonisz by mnie wkurzyć?!
- Nie wiesz może gdzie Emilka? - spytała z troską.
- Jest ze mną - uśmiechnął się.
- Tego to się nie spodziewałam. Ale proszę nie zrób jej nic!
- Spokojnie chyba jej nie pocałuje.
- Chyba?!
- Dobra, cześć.
- Jasie... - chciała coś powiedzieć, ale Janek już się rozłączył.
Gdy tylko schował telefon do kieszeni swoich dresów położył się na kocu i wybuchł śmiechem.
- Co Cię tak bawi? - zapytałam unosząc brwi do góry.
- Nic, nic.
- Tsaaa....
- Czyli, że teraz mnie się boisz?
- Niby dlaczego tak myślisz?
- Bo boisz się usiąść - powiedział po czym podciął mi nogi.
Nieświadomie przewróciłam się i upadłam na niego. Kiedy zażenowana sytuacją chciałam się podnieść złapał mnie za rękę i splątał nasze palce.
- Czy na pewno uważasz to za przyjaźń?
Poluzował uścisk, a ja usiadłam siadając sobie na nogach.
- A ty tak nie?
Długo nie dostawałam odpowiedzi. Widziałam, że chłopak się na mnie patrzy. Włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne i podniosłam się z koca. Stałam tak i podziwiałam jak to możliwe, że na tak wielkiej plaży jestem sama ja i Jasiek. Nagle złapał mnie od tyłu w mojej tali i przytulił. Wciąż stałam do niego tyłem. Odgarnął moje włosy na jeden bok i szepnął do ucha:
- Wybacz mi to co teraz zrobię.
Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Przyznam, że trochę się niepokoiłam. Momentalnie chłopak znalazł się przede mną. Nasze oczy znów były wpatrzone w siebie nawzajem... Złożył drobny pocałunek na moim policzku.
Złapał mnie w okolicach bioder i przyciągnął do siebie.
- Teraz już nikt nam nie przeszkodzi - powiedział bez zastanowienia i rzucił telefon na koc.
- Mogę wiedzieć co zamierzasz zrobić?
Zostałam obdarzona kolejnym pocałunkiem tym razem w szyję. Nie ukrywam, że podobało mi się to. Następny pocałunek był skierowany prosto na moje usta. Skończyło się na tych drobnych pocałunkach, przynajmniej tak myślałam bo lekko popychał mnie w tył. Po chwili ja oparta byłam o jego białe, piękne BMW. Nie wiedziałam czy zamierza zrobić dalszy krok. Myślałam, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Tym razem pocałował mnie. Jego ręce znalazły się pod moją koszulką, dalej przytulając mnie mocno. Odwzajemniłam pocałunek. Kompletnie mu uległam. Zaczęliśmy się całować już tak na poważnie. Nie wierzyłam, że to się dzieje. Ja przytulona i całująca się z chłopakiem.
Nie liczyłam czasu ile to trwało, ale przerwaliśmy to.
- Przepraszam.
Nic nie odpowiadałam. Chciałam już wrócić do domu. Zbliżała się przecież 20 i robiło się chłodniej.
- No weź coś powiedz. Chyba nie ukryjesz, że ci się podobało.
- Możemy już wracać do domu?!
- Spokojnie, przecież Ola o niczym się nie dowie. I tak mogę się założyć że nie będzie jej na noc.
Tylko on mówił. Ja nie chciałam. Byłam na siebie zbyt zdenerwowana. Jak mogłam dopuścić do czegoś takiego?
Perspektywa Janka:
Jak dla mnie było fajnie. Ona chyba też tego nie zaprzeczy. Widziałem, że była zła. Chyba faktycznie za szybko to zrobiliśmy, ale Ola o niczym się nie dowie. Złożyłem rzeczy i pojechaliśmy do domu. W samochodzie panowała cisza. Jakby stała się jakaś katastrofa.
Jak czułem w domu nie było siostry. Emilka tylko zdjęła buty i poszła do siebie bez słowa. Nie chciałem jej teraz przepraszać, zresztą już to zrobiłem. Może i dzień całkowicie nie wypalił, ale było dobrze. Poszedłem się umyć. Gdy wyszedłem odpaliłem laptopa i posiedziałem chwile na facebooku.
W całym domu, jak i na podwórku panowała ciemność. Usłyszałem jakiś krzyk dobiegający z pokoju Emilii. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi. Po kilku minutach usłyszałem huk. Tym razem na prawdę się wystraszyłem. Po cichu wyszedłem z pokoju włączając latarkę w telefonie. Otwarłem jej drzwi. Dziewczyna leżała na podłodze, a z jej nogi lała się wargi lała się krew.
- Cholera Emila nic Ci nie jest?!
- Nie - wyjąkała cicho, jakby dalej myślała o tym co wydarzyło się na plaży.
- Więc dlaczego twoja warga krwawi i co stało się w tym pokoju? - powiedziałem.
Na podłodze leżała stłuczona szklana miska i kilka zdemolowanych rzeczy, a w tym rozbity telefon dziewczyny.
- Nie ma prądu, jest ciemno i nic nie widzę - odpowiedziała ocierając łzy.
Schyliłem się nad nią i ją przytuliłem. Kołysałem i uspokajałem ją tak przez kilka minut. Emilka szybko odsunęła się ode mnie w lepszym humorze.
- Jesteś dalej na mnie zła?
Oczywiście zamiast odpowiedzi uzyskałem ciszę. Siedzieliśmy tak w ciemnościach gdy odważyła się coś powiedzieć.
- Nie odpowiedziałeś mi czy masz dziewczynę...
- Nie, nie mam.
Tak może wydawało Wam się to dziwne, lub nie ale nie mam dziewczyny. Każda leciała tylko na mój wygląd i pieniądze. Jeszcze nie spotkałem tej jedynej, ale dałem sobie na chwilę z tym spokój, jak radziła moja babcia mówiąc:
- Janku co Ci tak zależy? Masz dopiero 17 lat. Jeszcze przyjdzie pora na poznanie tej jedynej.
Po Emilce wyglądało jakby się rozchmurzyła po mojej odpowiedzi, jakby była czegoś pewna. Nie mogłem nic więcej wyczytać z jej twarzy bo jak tylko zobaczyła, że na nią patrzę odwróciła wzrok na swoje nogi.
Perspektywa Emilii:
Szczerze? Tak, ulżyło mi gdy powiedział, że nie ma dziewczyny. Proszę nie myślcie, że już zapomniałam o akcji z plaży. Dalej wszystko pamiętam i mam to przed oczami. Nie jestem pewna czy Janek raczej czy ja byłabym w stanie mu zaufać. Mimo moim przemyśleniom wiedziałam, że to nie najlepszy moment na kłótnie pomiędzy nami. Zwłaszcza teraz gdy mam do niego ogromną prośbę.
Musiał zauważyć, że się zamyśliłam bo nie było go już w moim pokoju. Zapomniałam Wam o czymś wspomnieć... Boje się ciemności. To znaczy, gdy jestem całkowicie sama. Mam okropne wspomnienia z dzieciństwa. Ja, sama w lesie, w ciemną i deszczową noc. To było straszne, ale nie chcę o tym myśleć.
Zobaczyłam mój telefon. No nie! Cała szybka stłuczona. Przecież nie mam kasy, żeby kupić nowy. Prawie płakałam, a nie chciałam. Janek chyba po raz kolejny usłyszał mnie bo nim się obejrzałam był już w pokoju.
- Mam złe wieści - powiedział.
- Coś się stało?
- Prąd włączą dopiero jutro po południu.
- Aleee....
- W porządku?
- Nie! - krzyknęłam po czym rzuciłam telefonem o ścianę.
Jasiek chyba nie mógł w to uwierzyć. Komórka nie chciała się już w ogóle włączyć.
- Ej, aniołku co się stało?
- Wszystko się pieprzy.
- Emila, wiesz że możesz mi powiedzieć?
Nie chciałam mu się w żaden sposób zwierzać. Czułam się jakbym była zła na cały świat, a on na mnie. Zobaczyłam, że chłopak już się podnosi i kieruje ku wyjściu. Nie chciałam tego. Tak wiem jestem niezdecydowana.
- Janek.
- Co?
- Wiem to śmieszne, ale nie lubię siedzieć sama po ciemku. Właśnie zostałam bez telefonu, a no i jeszcze do jutra muszę zabrać moje wszystkie rzeczy z mieszkania.
- Emka, błagam Cię już nie płacz! To i tak nie pomoże - zatroszczył się o mnie. - Obiecuję, że jutro zabierzemy wszystkie twoje rzeczy i kupimy Ci nowy telefon, a teraz chodź do mnie obejrzymy jakiś film na laptopie.
Byłam mu strasznie wdzięczna. Nie wiem co w nim widziałam, ale byłam. Znam go z 6 dni, a zrobił na mnie tak wielkie wrażenie. Weszliśmy do jego pokoju. Usiadł na krześle, a on na łóżku.
- Emilka ty dalej jesteś na mnie zła?
- Nie...
- Przecież widzę - posmutniał, a mi zrobiło się go żal. Jednak odpowiedziałam szczerze.
- Nie, nie jestem zła, ale nie wiem czego ode mnie oczekujesz. Raz mam być twoją dziewczyną, a drugi raz siostrą.
- Tak masz rację.
Był tak smutny, jednak oglądnęliśmy film. Mnie nie interesował aż tak jak Janka, ale i tak było w porządku. Film się skończył. Było już po 23. Janek nareszcie się odezwał.
- Możemy o tym zapomnieć?
- Skoro chcesz - starałam się być obojętną.
Dalej w domu nie było prądu. Olka nie wiedzieć czemu nie wróciła do domu. Jan rozłożył sobie miejsce na ziemi, a mi na jego łóżku. Najwyraźniej wciąż pamiętał o moim urazie do ciemności i samotności.
Po jakimś czasie położyliśmy. Ja jednak nie zasnęłam. Przypomniała mi się dosyć dołująca sytuacja. Nieświadomie zaczęłam płakać i to dosyć głośno. Łóżko ugięło się pod ciężarem kładącego się na nim Janka i przytulającego mnie.
- Emi co się dzieje? Przecież nie jesteś sama,
- Dziękuje.
Powiedziałam i odwróciłam się w kierunku Jaśka również go przytulając.
- Nie martw się.
- Jasiu...
- Tak?
- Jeżeli chcesz to nie musimy zapominać o tym co się stało na plaży.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Dlaczego to powiedziałam? Czułam troskę o mnie z jego strony i wiedziałam, że zawsze może mi pomóc. Zasnęliśmy. Sama nie wiem kiedy.
Rano obudziłam się tu gdzie zasnęłam tyle, że z małą różnicą. Janka nie było. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Opuszczając jego pokój zobaczyłam kartkę na drzwiach:
Dzień dobry! Mam dla Ciebie niespodziankę :) Ubierz się szybko i nie rób nic innego, nawet nie jedz. Czekam w aucie. Troskliwy Jan.
Od razu poprawił mi się humor. Tak lubiłam niespodzianki. Nie czekając dłużej pobiegłam do mojego pokoju. Nie wiedziałam gdzie chce mnie zabrać, więc ubrałam się po prostu normalnie. Czarne leginsy i czarna koszulka na ramiączkach. Uczesałam włosy i umyłam zęby. Kolejną czynnością było założenie butów i wzięcie do ręki mojej skórzanej kurtki. Już miałam się wracać po telefon kiedy przypomniałam sobie, że już go nie mam.
Wyszłam z domu to co zobaczyłam ogromnie mnie zaskoczyło.
________________________________________________________________________________________________________________
Hej marchewki! Tak marchewki hahaha. No więc przekazuje Wam długo wyczekiwany 10 rozdział i zabieram się za pisanie 11. Chciałabym też popracować nad zmianą charakteru mojego pisma i wyglądem bloga. Co wy na to? I jak podoba się rozdział?
Pozdrawiam Wiktoria!
- Co ty wyprawiasz?!
- To co widzisz.
Powiedziałem po czym objąłem ją w tali i podniosłem ją do góry. Ta chwyciła się mojej szyi i szliśmy tak się śmiejąc. Gdy staliśmy już przy kocu opuściłem Emilkę na piasek. Staliśmy tak na przeciwko siebie wpatrując się nawzajem w swoje oczy."
_____________________________________________________
Perspektywa Emilki:
Ten chłopak jest szalony. Wziął mnie na ręce i zaniósł pod koc. Opuścił mnie i już mogłam stać na własnych nogach. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Topiłam się w jego czekoladowych tęczówkach, a dwa pieprzyki dodawały mu uroku. Nasze usta zaczęły zbliżać się do siebie. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Gdy dzieliły nas minimetry oczywiście coś musiało nam przerwać. To Olka dzwoniła do Jaśka. Chłopak zdenerwowany całą sytuacją odebrał telefon i rozmowę włączył na tryb głośno mówiący, abym ja też mogła coś usłyszeć.
- Hej! - krzyknęła radośnie do słuchawki Olka.
- Siostra w takim momencie?!
- W czymś Ci przerwałam? - zapytała.
- Wyobraź sobie, że tak.
- Dobra przepraszam i tak to pewnie nic ważnego - powiedziała, a chłopak popatrzył na mnie.
- Chciałaś coś? Czy dzwonisz by mnie wkurzyć?!
- Nie wiesz może gdzie Emilka? - spytała z troską.
- Jest ze mną - uśmiechnął się.
- Tego to się nie spodziewałam. Ale proszę nie zrób jej nic!
- Spokojnie chyba jej nie pocałuje.
- Chyba?!
- Dobra, cześć.
- Jasie... - chciała coś powiedzieć, ale Janek już się rozłączył.
Gdy tylko schował telefon do kieszeni swoich dresów położył się na kocu i wybuchł śmiechem.
- Co Cię tak bawi? - zapytałam unosząc brwi do góry.
- Nic, nic.
- Tsaaa....
- Czyli, że teraz mnie się boisz?
- Niby dlaczego tak myślisz?
- Bo boisz się usiąść - powiedział po czym podciął mi nogi.
Nieświadomie przewróciłam się i upadłam na niego. Kiedy zażenowana sytuacją chciałam się podnieść złapał mnie za rękę i splątał nasze palce.
- Czy na pewno uważasz to za przyjaźń?
Poluzował uścisk, a ja usiadłam siadając sobie na nogach.
- A ty tak nie?
Długo nie dostawałam odpowiedzi. Widziałam, że chłopak się na mnie patrzy. Włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne i podniosłam się z koca. Stałam tak i podziwiałam jak to możliwe, że na tak wielkiej plaży jestem sama ja i Jasiek. Nagle złapał mnie od tyłu w mojej tali i przytulił. Wciąż stałam do niego tyłem. Odgarnął moje włosy na jeden bok i szepnął do ucha:
- Wybacz mi to co teraz zrobię.
Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Przyznam, że trochę się niepokoiłam. Momentalnie chłopak znalazł się przede mną. Nasze oczy znów były wpatrzone w siebie nawzajem... Złożył drobny pocałunek na moim policzku.
Złapał mnie w okolicach bioder i przyciągnął do siebie.
- Teraz już nikt nam nie przeszkodzi - powiedział bez zastanowienia i rzucił telefon na koc.
- Mogę wiedzieć co zamierzasz zrobić?
Zostałam obdarzona kolejnym pocałunkiem tym razem w szyję. Nie ukrywam, że podobało mi się to. Następny pocałunek był skierowany prosto na moje usta. Skończyło się na tych drobnych pocałunkach, przynajmniej tak myślałam bo lekko popychał mnie w tył. Po chwili ja oparta byłam o jego białe, piękne BMW. Nie wiedziałam czy zamierza zrobić dalszy krok. Myślałam, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Tym razem pocałował mnie. Jego ręce znalazły się pod moją koszulką, dalej przytulając mnie mocno. Odwzajemniłam pocałunek. Kompletnie mu uległam. Zaczęliśmy się całować już tak na poważnie. Nie wierzyłam, że to się dzieje. Ja przytulona i całująca się z chłopakiem.
Nie liczyłam czasu ile to trwało, ale przerwaliśmy to.
- Przepraszam.
Nic nie odpowiadałam. Chciałam już wrócić do domu. Zbliżała się przecież 20 i robiło się chłodniej.
- No weź coś powiedz. Chyba nie ukryjesz, że ci się podobało.
- Możemy już wracać do domu?!
- Spokojnie, przecież Ola o niczym się nie dowie. I tak mogę się założyć że nie będzie jej na noc.
Tylko on mówił. Ja nie chciałam. Byłam na siebie zbyt zdenerwowana. Jak mogłam dopuścić do czegoś takiego?
Perspektywa Janka:
Jak dla mnie było fajnie. Ona chyba też tego nie zaprzeczy. Widziałem, że była zła. Chyba faktycznie za szybko to zrobiliśmy, ale Ola o niczym się nie dowie. Złożyłem rzeczy i pojechaliśmy do domu. W samochodzie panowała cisza. Jakby stała się jakaś katastrofa.
Jak czułem w domu nie było siostry. Emilka tylko zdjęła buty i poszła do siebie bez słowa. Nie chciałem jej teraz przepraszać, zresztą już to zrobiłem. Może i dzień całkowicie nie wypalił, ale było dobrze. Poszedłem się umyć. Gdy wyszedłem odpaliłem laptopa i posiedziałem chwile na facebooku.
W całym domu, jak i na podwórku panowała ciemność. Usłyszałem jakiś krzyk dobiegający z pokoju Emilii. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi. Po kilku minutach usłyszałem huk. Tym razem na prawdę się wystraszyłem. Po cichu wyszedłem z pokoju włączając latarkę w telefonie. Otwarłem jej drzwi. Dziewczyna leżała na podłodze, a z jej nogi lała się wargi lała się krew.
- Cholera Emila nic Ci nie jest?!
- Nie - wyjąkała cicho, jakby dalej myślała o tym co wydarzyło się na plaży.
- Więc dlaczego twoja warga krwawi i co stało się w tym pokoju? - powiedziałem.
Na podłodze leżała stłuczona szklana miska i kilka zdemolowanych rzeczy, a w tym rozbity telefon dziewczyny.
- Nie ma prądu, jest ciemno i nic nie widzę - odpowiedziała ocierając łzy.
Schyliłem się nad nią i ją przytuliłem. Kołysałem i uspokajałem ją tak przez kilka minut. Emilka szybko odsunęła się ode mnie w lepszym humorze.
- Jesteś dalej na mnie zła?
Oczywiście zamiast odpowiedzi uzyskałem ciszę. Siedzieliśmy tak w ciemnościach gdy odważyła się coś powiedzieć.
- Nie odpowiedziałeś mi czy masz dziewczynę...
- Nie, nie mam.
Tak może wydawało Wam się to dziwne, lub nie ale nie mam dziewczyny. Każda leciała tylko na mój wygląd i pieniądze. Jeszcze nie spotkałem tej jedynej, ale dałem sobie na chwilę z tym spokój, jak radziła moja babcia mówiąc:
- Janku co Ci tak zależy? Masz dopiero 17 lat. Jeszcze przyjdzie pora na poznanie tej jedynej.
Po Emilce wyglądało jakby się rozchmurzyła po mojej odpowiedzi, jakby była czegoś pewna. Nie mogłem nic więcej wyczytać z jej twarzy bo jak tylko zobaczyła, że na nią patrzę odwróciła wzrok na swoje nogi.
Perspektywa Emilii:
Szczerze? Tak, ulżyło mi gdy powiedział, że nie ma dziewczyny. Proszę nie myślcie, że już zapomniałam o akcji z plaży. Dalej wszystko pamiętam i mam to przed oczami. Nie jestem pewna czy Janek raczej czy ja byłabym w stanie mu zaufać. Mimo moim przemyśleniom wiedziałam, że to nie najlepszy moment na kłótnie pomiędzy nami. Zwłaszcza teraz gdy mam do niego ogromną prośbę.
Musiał zauważyć, że się zamyśliłam bo nie było go już w moim pokoju. Zapomniałam Wam o czymś wspomnieć... Boje się ciemności. To znaczy, gdy jestem całkowicie sama. Mam okropne wspomnienia z dzieciństwa. Ja, sama w lesie, w ciemną i deszczową noc. To było straszne, ale nie chcę o tym myśleć.
Zobaczyłam mój telefon. No nie! Cała szybka stłuczona. Przecież nie mam kasy, żeby kupić nowy. Prawie płakałam, a nie chciałam. Janek chyba po raz kolejny usłyszał mnie bo nim się obejrzałam był już w pokoju.
- Mam złe wieści - powiedział.
- Coś się stało?
- Prąd włączą dopiero jutro po południu.
- Aleee....
- W porządku?
- Nie! - krzyknęłam po czym rzuciłam telefonem o ścianę.
Jasiek chyba nie mógł w to uwierzyć. Komórka nie chciała się już w ogóle włączyć.
- Ej, aniołku co się stało?
- Wszystko się pieprzy.
- Emila, wiesz że możesz mi powiedzieć?
Nie chciałam mu się w żaden sposób zwierzać. Czułam się jakbym była zła na cały świat, a on na mnie. Zobaczyłam, że chłopak już się podnosi i kieruje ku wyjściu. Nie chciałam tego. Tak wiem jestem niezdecydowana.
- Janek.
- Co?
- Wiem to śmieszne, ale nie lubię siedzieć sama po ciemku. Właśnie zostałam bez telefonu, a no i jeszcze do jutra muszę zabrać moje wszystkie rzeczy z mieszkania.
- Emka, błagam Cię już nie płacz! To i tak nie pomoże - zatroszczył się o mnie. - Obiecuję, że jutro zabierzemy wszystkie twoje rzeczy i kupimy Ci nowy telefon, a teraz chodź do mnie obejrzymy jakiś film na laptopie.
Byłam mu strasznie wdzięczna. Nie wiem co w nim widziałam, ale byłam. Znam go z 6 dni, a zrobił na mnie tak wielkie wrażenie. Weszliśmy do jego pokoju. Usiadł na krześle, a on na łóżku.
- Emilka ty dalej jesteś na mnie zła?
- Nie...
- Przecież widzę - posmutniał, a mi zrobiło się go żal. Jednak odpowiedziałam szczerze.
- Nie, nie jestem zła, ale nie wiem czego ode mnie oczekujesz. Raz mam być twoją dziewczyną, a drugi raz siostrą.
- Tak masz rację.
Był tak smutny, jednak oglądnęliśmy film. Mnie nie interesował aż tak jak Janka, ale i tak było w porządku. Film się skończył. Było już po 23. Janek nareszcie się odezwał.
- Możemy o tym zapomnieć?
- Skoro chcesz - starałam się być obojętną.
Dalej w domu nie było prądu. Olka nie wiedzieć czemu nie wróciła do domu. Jan rozłożył sobie miejsce na ziemi, a mi na jego łóżku. Najwyraźniej wciąż pamiętał o moim urazie do ciemności i samotności.
Po jakimś czasie położyliśmy. Ja jednak nie zasnęłam. Przypomniała mi się dosyć dołująca sytuacja. Nieświadomie zaczęłam płakać i to dosyć głośno. Łóżko ugięło się pod ciężarem kładącego się na nim Janka i przytulającego mnie.
- Emi co się dzieje? Przecież nie jesteś sama,
- Dziękuje.
Powiedziałam i odwróciłam się w kierunku Jaśka również go przytulając.
- Nie martw się.
- Jasiu...
- Tak?
- Jeżeli chcesz to nie musimy zapominać o tym co się stało na plaży.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Dlaczego to powiedziałam? Czułam troskę o mnie z jego strony i wiedziałam, że zawsze może mi pomóc. Zasnęliśmy. Sama nie wiem kiedy.
Rano obudziłam się tu gdzie zasnęłam tyle, że z małą różnicą. Janka nie było. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Opuszczając jego pokój zobaczyłam kartkę na drzwiach:
Dzień dobry! Mam dla Ciebie niespodziankę :) Ubierz się szybko i nie rób nic innego, nawet nie jedz. Czekam w aucie. Troskliwy Jan.
Od razu poprawił mi się humor. Tak lubiłam niespodzianki. Nie czekając dłużej pobiegłam do mojego pokoju. Nie wiedziałam gdzie chce mnie zabrać, więc ubrałam się po prostu normalnie. Czarne leginsy i czarna koszulka na ramiączkach. Uczesałam włosy i umyłam zęby. Kolejną czynnością było założenie butów i wzięcie do ręki mojej skórzanej kurtki. Już miałam się wracać po telefon kiedy przypomniałam sobie, że już go nie mam.
Wyszłam z domu to co zobaczyłam ogromnie mnie zaskoczyło.
________________________________________________________________________________________________________________
Hej marchewki! Tak marchewki hahaha. No więc przekazuje Wam długo wyczekiwany 10 rozdział i zabieram się za pisanie 11. Chciałabym też popracować nad zmianą charakteru mojego pisma i wyglądem bloga. Co wy na to? I jak podoba się rozdział?
Pozdrawiam Wiktoria!
poniedziałek, 30 marca 2015
Rozdział 9.
"Nie miałam pomysłu i zaczęłam pytać o jakieś bzdury.
- Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Zielony.
- Mój niebieski. Utrzymywałeś kontakt z Danielem?
Janek spoważniał. Podniósł się i usiadł w siadzie skrzyżnym.
- Właściwie to..."
- Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Zielony.
- Mój niebieski. Utrzymywałeś kontakt z Danielem?
Janek spoważniał. Podniósł się i usiadł w siadzie skrzyżnym.
- Właściwie to..."
- Przepraszam, chyba nie powinnam pytać - wyjąkałam i chyba na mojej twarzy pojawiły się czerwone rumieńce.
- Powinnaś - powiedział dalej z poważną miną.
- Więc o co z nim chodzi?
- Gdy się urodził wszystko było ok. Kochająca się 5-osobowa rodzina. Ja i Olka cieszyliśmy się, że będziemy mieć młodszego brata. Rodzice także - mówił i patrzył daleko w fale. - Gdy miał 3 lata ja chyba 9. Właśnie wtedy rodzice przestali się nami interesować. Ola jako najstarsza musiała zadbać o wszystko, a miała tylko 11 lat o ile pamiętam. W końcu odnalazła nas babcia i zaopiekowała się nami, ale w tym momencie rodzice zabronili jej nas widywać. Babcia Rozalia bo tak się nazywała, załamana tym faktem wyjechała do Anglii i powiedziała, że zawsze możemy ją odwiedzać. Gdy tylko wyjechała rodzice znów nas olali. Sprawą zajęła się policja, która chciała oddać nas do domu dziecka. Daniel jako najmłodszy pojechał tam jako pierwszy. W tym czasie ja i Ola uciekliśmy do Anglii. Jak widać nawet policja olała tę sprawę bo nie podjęli próby szukania nas - opowiedział i łza spłynęła po jego policzku.
- Tak mi przykro.
Chciałam go jakoś pocieszyć, nie wiem, przytulić po przyjacielsku, ale gdy podjęłam próbę to on przytulił się do mnie.
Perspektywa Jana:
Opowiedziałem dziewczynie nie wszystko, ale i tak bardzoo dużo. Nagle mnie poniosło, jakoś dziwnie się poczułem i łzy spływały po mojej twarzy. Emilka była bliską mi osobą, traktowałem ją jak własną siostrę i przytuliłem ją. Nie wiem czy jej się to podobało, ale odwzajemniła uścisk. Wiedziałem, że to przy niej mogę być sobą, ale nie chcąc dłużej się mazać, puściłem ją i wstałem z koca. Dziewczyna też. Po tych wyznaniach wzięła mnie ochota na odrobinę rozrywki i poszedłem w kierunku brzegu morza. Ona poszła za mną. Chwile tak staliśmy w absolutnej ciszy, a już za chwilę rozpętała się bitwa na chlapanie się wodą. Bawiliśmy się wspaniale, po prostu jak dzieci. Po jakiś 30 minutach byliśmy już tak zmęczeni, że siedzieliśmy na piasku.
- Chodźmy na koc, trzeba się wysuszyć - powiedziałem.
- Nie.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Bo nie mogę.
- O czym ty mówisz? - powiedziałem, bałem się że coś jej się stało.
- Wszystko w porządku, ale nogi mnie bolą, odpocznijmy jeszcze chwile.
- Odpoczniemy na kocu - rzekłem z ulgą i uśmiechem łobuza.
- Nie wstanę.
Emilka spierała się ze mną tak jeszcze chwile. Ta dziewczyna była całkowicie inna od moich byłych. Jej nie zależy tylko na 2 rzeczach.
Dalej nie chciała wstawać, więc postanowiłem ,że czemu nie przeniosę jej na rękach.
- Co ty wyprawiasz?!
- To co widzisz.
Powiedziałem po czym objąłem ją w tali i podniosłem ją do góry. Ta chwyciła się mojej szyi i szliśmy tak się śmiejąc. Gdy staliśmy już przy kocu opuściłem Emilkę na piasek. Staliśmy tak na przeciwko siebie wpatrując się nawzajem w swoje oczy.
___________________________________________________________________________________________________________________________________
Hejka naklejka miśki! Dzięki wielkie za te wyświetlenia! Jesteście mega! Ostatnio rozdziały nie pojawiały się zbyt często, ale mogę zdradzić Wam, że szykuje się dość długi rozdział na okrągłą 10 :) Cieszycie się? Tym czasem przekazuję rozdział 9.
To do zobaczenia!
środa, 25 marca 2015
Rozdział 8
Położyłem się na kocu i patrzyłem w niebo. Po jakiejś chwili dziewczyna zrobiła to samo.
- Jasiu... no...bo... ja... - nie mogła się wysłowić.
- Spoko jak nie chcesz to nie mów.
- Ja nie mam domu... - powiedziała i rozpłakała się.
Perspektywa Emilii:
- Emila, o czym ty do cholery mówisz? - zapytał zdenerwowany.
- No nie mam domu - powiedziałam płacząc.
- Dziewczyno mieszkasz w moim domu od jakiś 5 dni i nalegam z moją siostrą byś została, a ty teraz do cholery mówisz, że nie masz domu?!
- Tak i dlatego chciałam porozmawiać z twoją siostrą czy mogę u Was zostać na jakiś czas - powiedziałam płacząc jeszcze bardziej.
Chłopak patrzył na mnie jeszcze chwile. Przytulił mnie, odgarnął moje długie włosy za ucho i szepnął do niego:
- Mój dom, twoim domem.
To...to brzmiało tak uroczo jak z jakiegoś filmu. Popatrzyłam na niego i już chciałam się przytulić jak ten zaczął śmiać się łobuzersko. Wkurzyło mnie to i nie świadomie sypnęłam piaskiem w jego koszulkę.
- Czy ty chcesz bitwy?
- A co boisz się? - zapytałam już w o wiele lepszym humorze.
Janek wsypał mi piasku za koszulkę i w tym momencie rozpętała się ogromna bitwa pomiędzy nami. Nie ukrywam było świetnie. Po jakiejś godzinie. Tak godzinie! skończyliśmy zabawę.
- Kiedy masz urodziny? - zapytał Janek.
- 11 maja będę mieć 18 urodziny, a ty?
- Ja osiemnastkę będę mieć we wrześniu.
- Nie wiedziałam, że mamy tyle samo lat.
- Wiem, że wyglądam młodo, ale bez przesady - powiedział po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Dlaczego mówisz, że Olka Cię tak nie na widzi.
- Oh, to długa historia...
- Mamy czas.
- Innym razem, wybacz aniołku.
Już miałam go uderzyć gdy szybko wyjąkał:
- Emilio.
Nie miałam pomysłu i zaczęłam pytać o jakieś bzdury.
- Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Zielony.
- Mój niebieski. Utrzymywałeś kontakt z Danielem?
Janek spoważniał. Podniósł się i usiadł w siadzie skrzyżnym.
- Właściwie to...
_________________________________________________________________________________________________________________________
Dziękuje za wszystkie wyświetlenia i miłe słowa. To naprawdę zachęca do dalszej pracy :)!
Dobra ja nie przynudzam, jak podobał się rozdział 8? Tak wiem jest, krótki ale zwróćcie uwagę na to że już dziś pojawił się jeden rozdział, a to taki bonusik.
Do zobaczenia Marchewy!
PS: Dlaczego Marchewki? Hahahah.
Rozdział 7
"- Więc tak czy nie?
- A co? Chciałabyś byś nią być?
- Czy to jest propozycja?
- Nie.
- Więc odpowiedz."
- Dobrze skoro to Ci sprawia tak wiele trudu to ok, ale ponoć miałeś mi dziś odpowiedzieć na każde pyt... - wkurzyłam się, ale nagle zaniemówiłam. Moim oczom ukazała się cudowna plaża i morze.
- I jak się podoba?
- Tu... tu jest pięknie. Skąd znasz to miejsce? - byłam ciekawa.
- Jest to moje ulubione miejsce, które wiążę się z masą wspomnień.
To dobrze, że Janek ma tak wiele dobrych wspomnień. Uświadomiłam sobie, że jest to na prawdę miły człowiek. Stałam tak jeszcze chwile i wpatrywałam się w ruchy fal gdy zobaczyłam, że chłopak rozkłada zielony koc na piasku.
- Właściwie to gdzie jest Olka?
- Nie wiem. Pewnie w szpitalu, u tej po wypadku.
- Ale wróci na noc? - zaniepokoiłam się bo przypomniała mi się rozmowa z Kają.
- Pewnie tak. Czemu się tak o nią martwisz?
- Mam do niej ważną sprawę.
Usiadłam na rogu koca i zdjęłam trampki, aby piasek nie sypał mi się do nich.
- To bardzo ważne? - zapytał z troską w głosie.
- Tak jakby.
- Emilka jeżeli chcesz to możemy pogadać - powiedział po czym złapał mnie za nadgarstek. Popatrzyłam mu prosto w oczy. Nie mogłam uwierzyć, że ta akcja się dzieje i to jeszcze na plaży. Nie wiem czemu on tak na mnie działa. Po tej minucie ciszy jego ręka wróciła na swoje miejsce. Szkoda.
Perspektywa Jasia:
Dziewczyna pytała o moją siostrę. Trochę bałem się o co chodzi skoro to taka ważna sprawa. Nie wiedziałem czy mam się obawiać czy może cieszyć. Proponowałem jej aby porozmawiała ze mną, gdy złapałem ją za nadgarstek. Po jej minie można było wywnioskować, że podoba jej się to, ale gdy nastała cisza ocknąłem się i przerwałem moje działanie bo wiedziałem, że ona się nie odważy.
- Trochę tak dziwnie mi o to pytać Ciebie.
- Spoko - powiedziałem i wyjąłem szluga z kieszeni dresów.
Nie myślcie sobie, że jestem nałogowym palaczem. Pale tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy jestem zdenerwowany lub kompletnie nie wiem co zrobić ze swoim życiem tak jak teraz. Nagle Emilka wyrwała mnie z myśli:
- Na pewno mogę Ciebie o to zapytać?
- Rób co chcesz- byłem już obojętny.
Znowu była cisza. Skończyłem już palić i ostatki rzuciłem gdzieś za siebie. Dochodziła 14. Położyłem się na kocu i patrzyłem w niebo. Po jakiejś chwili dziewczyna zrobiła to samo.
- Jasiu... no...bo... ja... - nie mogła się wysłowić.
- Spoko jak nie chcesz to nie mów.
- Ja nie mam domu... - powiedziała i rozpłakała się.
__________________________________________________________________________________
Rozdział trochę krótszy, ale ważne że jest. Prawda? Jak myślicie jak spędzą resztę tego dnia? Wpadnijcie na aska tam możecie spotkać mnie częściej MÓJ ASK.FM
niedziela, 22 marca 2015
Rozdział 6.
"- I teraz nie chodzi o mnie bo moja koleżanka może wziąć mnie do siebie.
- To dobrze.
- No, a co z tobą? Przecież nie mogę zostawić cię na ulicy.
- Kaja poznałam wspaniałych ludzi, którzy chcą abym u nich zamieszkała - powiedziałam wykładając śniadanie na talerz.
- Jej, to wspaniale. Tyle, że do jutra muszę się wyprowadzić. Na pewno będzie w porządku?
- Myślę, że tak. Przepraszam, ale muszę już kończyć - rozłączyłam się bo usłyszałam otwieranie się drzwi."
______________________________________________________________________________________
Usiadłam przy stole i zauważyłam wchodzącego do środka Jaśka. Był jakiś taki... dziwny i smutny.
- Hej aniołku - uśmiechnął się.
- Nazywam się Emilia! - krzyknęłam z sarkastycznym uśmiechem.
Wszedł do kuchni i usiadł na przeciwko mnie. Popatrzył na mnie i na tosty przybitym wzrokiem.
- Zrobisz mi jednego? - uśmiechnął się.
Podniosłam się i zaczęłam przygotowywać kanapki. Właściwie to nie wiem dlaczego się na to zgodziłam. Panowała cisza. Taka jak była rano. Miałam jej dość i przerwałam ją pytaniem.
- Jasiek, coś się stało? - obróciłam się w jego kierunku, opierając się o blat.
- Problemy z pracą, ale z tego co mi wiadomo chyba mieliśmy spędzić dzisiejszy dzień razem? - znowu uśmiechnął się tak słodko...
- No chyba tak. Ale co właściwie będziemy robić?
- Coś się wymyśli, ale jestem bardzo głodny. Nie jadłem śniadania.
- Przecież właśnie robię Ci tosta!
- Przecież widzę!
Lubiłam się czasem z nim droczyć, ale często on wygrywał. Zjedliśmy tosty Janek poszedł się przebrać. Ja też. Co prawda było ciepło, w końcu to lipiec, ale nie chciałam jechać w krótkich spodenkach. Ubrałam czarne legginsy i białą bluzkę na ramiączkach. Do ręki wzięłam telefon i moją ulubioną szarą bluzę Reeboka. Nie była ona zapinana, zakładało się ją przez głowę. Zeszłam po schodach i włożyłam białe trampki.
- Janek, jestem gotowa! - powiedziałam i rozpuściłam włosy, przeglądając się w dużym lustrze, które było w korytarzu.
Trochę na niego czekałam. W tym momencie uświadomiłam sobie, że moja lewa ręka jest już w pełni sprawna.
- Idę, idę - odpowiedział i przybiegł do korytarza.
Był ubrany w szare dresy i białą koszulkę. Jego sylwetka w dresach tak bardzo mi się podobała.
- Idziemy pieszo, czy auto?
- Auto.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. Jan już w pierwszych minutach zrobił dobre wrażenie otwierając mi drzwi swojego białego BMW. Usiadłam na przednim siedzeniu pasażera. Za chwilę i on znalazł się w środku, Odpalił silnik i włączył muzykę.
- Czyli, że dziś opowiadamy sobie o sobie? - zapytał się podkręcając głośność radia.
- Tak.
Wysiedliśmy na jakimś pustym parkingu. Tym razem sama musiałam otworzyć sobie drzwi. Nałożyłam okulary słoneczne i podeszłam do Janka.
- Pierwsza i oczywista dla mnie rzecz, tylko osoby które coś dla mnie znaczą mogą wsiąść do mojego auta.
- Mam czuć się tą wyjątkową?
Nie odpowiedział nic tylko szliśmy przed siebie. Wyciągną paczkę papierosów z kieszeni dresów.
- Nie wiedziałam, że palisz.
- Pale, ale rzadko.
Odpalił sobie papierosa. Pociągnął kilka razy i skierował go w moją stronę.
- Chcesz? - uśmiechnął się.
- Tak - nie wiem dlaczego to powiedziałam, ale zawsze byłam namawiana przez chłopaka Kai, więc pomyślałam, że jedno pociągnięcie nie zaszkodzi.
- Nie wiedziałem, że taka jesteś. Wydawałaś się być sztywną.
- Ty nic o mnie nie wiesz, więc nie oceniaj po wyglądzie.
Obrócił głowę w moją stronę i popatrzył w moim kierunku.
- Daleko jeszcze? - zapytałam.
- Nie. Więc co chcesz o mnie wiedzieć?
- Mogę zapytać o wszystko?
- Tak masz cały dzień.
To chyba dużo czasu bo była dopiero 13:17.
- Masz dziewczynę?
Obrócił się w moim kierunku i powiedział:
- Wiedziałem, że o to zapytasz - uśmiechnął się.
- Więc tak czy nie?
- A co? Chciałabyś byś nią być?
- Czy to jest propozycja?
- Nie.
- Więc odpowiedz.
_________________________________________________________________________________________________________________________________
Przedstawiam rozdział 6. Jak myślicie co odpowie Jaś? Gdzie idą? I czy Emilka z nimi zamieszka? Propozycje piszcie w komentarzach lub na asku http://ask.fm/Wikiopowiadanie . Jeżeli czas pozwoli to jeszcze dziś będzie rozdział 7.
Pozdrawiam Wiktoria!
Subskrybuj:
Posty (Atom)