sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 11

"Nie czekając dłużej pobiegłam do mojego pokoju. Nie wiedziałam gdzie chce mnie zabrać, więc ubrałam się po prostu normalnie. Czarne leginsy i czarna koszulka na ramiączkach. Uczesałam włosy i umyłam zęby. Kolejną czynnością było założenie butów i wzięcie do ręki mojej skórzanej kurtki. Już miałam się wracać po telefon kiedy przypomniałam sobie, że już go nie mam.
Wyszłam z domu to co zobaczyłam ogromnie mnie zaskoczyło."
___________________________________________________________________________________________________
Na schodach naszego ganku klęczał Janek z bukietem kwiatów. Co prawda nie był ubrany jakoś elegancko, ale zwyczajnie, po prostu tak jak lubiłam. Podeszłam do niego, a on zaczął:

- Emila bardzo Cię przepraszam za wczoraj. Nie jestem pewien czy w końcu chcesz o tym zapomnieć czy nie. W każdym razie zacznijmy od nowa ok? - wręczył mi kwiaty.

- Więc gdzie mnie zabierzesz? - powiedziałam bo otworzył mi drzwi od samochodu.

Gdy on również znalazł się w samochodzie odpowiedział:
- Jak to gdzie? Przecież trzeba kupić Ci telefon i jechać po twoje ubrania.

- Dziękuje.
- Nie ma za co, ale lepiej powiedz o co tak płakałaś wieczorem.

Mimo naszej rozmowy, wciąż skupiał się na drodze.

- Przypomniała mi się ważna osoba. Moja przyjaciółka.
- Może chcesz do niej pojechać? Spoko nie ma sprawy.
- Problem w tym, że... - nie mogłam wydusić z siebie tego słowa. Łza spłynęła po moim policzku. - ona nie żyje.
- Chyba nie powinienem pytać.
- Przecież nie wiedziałeś - uśmiechnęłam się do niego.

Zatrzymał samochód przed ogromną galerią. Już kiedyś tu byłam w kinie. Widziałam, że chłopak chciałby usłyszeć trochę kim była moja przyjaciółka, więc gdy wysiedliśmy z auta zaczęłam opowiadać.

- Miała na imię Kasia. Była najwspanialszą osobą - Janek słuchał mnie ze zrozumieniem - Energia, którą w sobie posiadała była nie do opisania. Miała długie czarne, proste włosy i piwne oczy.
- Co się tak właściwie stało?
- Wszystko zaczęło się w dniu kiedy razem pojechaliśmy na basen. Straciła tam przytomność. Lekarze mówili, że to nic takiego i że nie ma powodu by się tym przejmować. Posłuchaliśmy ich rad, w końcu stało się to tylko raz. Po jakimś miesiącu nadeszła pora na badania - tu zamilkłam.
- Jeżeli nie chcesz nie opowiadaj.
- Badania wyszły źle. Wykazały podejrzenie cukrzycy i anemii. Niestety, ale wszystko się potwierdziło. Kaśka jakoś się tym nie przejmowała. Zawsze dała radę sobie w takiej chwili, ale gdy...- nie miałam pojęcia jak kontynuować - wykryli u niej raka mózgu nie było już cudownie. Leciała na chemii. Ciągle mdlała i wymiotowała. Dzień przed zabiegiem wszystko było świetnie, ale w jego trakcie utracili ją.
- Tak mi przykro. Była świetną przyjaciółką - przytulił mnie.

Ja też go przytuliłam. Cieszyłam się, że mam takiego przyjaciela z którym mogę porozmawiać, a on z pewnością mnie zrozumie.

- Dobra już się nie rozklejaj mała - puścił mnie i pociągnął w stronę sklepu z telefonami.
- Czy to dla Ciebie nie jest żaden problem? - zapytałam.
- Ale co?
- Kupienie mi komórki
- Nie - odpowiedział pewnie.
- Obiecuję, że postaram się znaleźć pracę i oddać Ci kasę.
- Nie musisz.

Weszliśmy do sklepu. W okół nas były obudowy i etui po drugiej stronie zaś telefony, a po środku stały tablety. Jasiek poszedł w stronę komórek marki Apple, czyli Iphonów.

- Chyba sobie żartujesz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie dlaczego? Przecież ja też mam taki.
- Dobrze, ale on kosztuje fortunę.
- Chce Ci sprawić dobry telefon. Jeżeli nie chcesz żadnego od mnie  to po prostu powiedz.
- Chce, ale...
- Emka  błagam! Czy mogłabyś nie patrzyć na cenę? Wybierzesz sobie telefon droższy od tego to i tak Ci go kupię.
- Skąd masz tyle kasy?
- Pracuję.

Skoro powiedział, że mogę taki wziąć to nie odmawiałam. Gdy skończyliśmy zakupy postanowiliśmy, że pojedziemy do Kai po resztę moich ubrań. Oczywiście podziękowałam Jankowi.

- Mogę mieć do Ciebie prośbę? - tym razem zapytał on.
- Tak. O co chodzi?
- Jutro wieczorem mój kumpel organizuje grilla. Czy mogłabyś pójść ze mną?
- No ok, a z jakiej to okazji?
- Sam nie wiem.
- Gdzie on będzie?
- W lesie - odpowiedział.
- Tak. Obok jego domu znajduje się las, po części należący do niego, ale się nie bój poznasz część mojej ekipy.
- Yhym.
- Przyda Ci się odrobina szaleństwa w życiu.
- O co Ci chodzi? Przecież się zgodziłam!

_________________________________________________________________________________________________________________________
Hejka! Macie rozdział 11. Nie jest jakiś długi, ale jest. Aaa no i zapraszam na aska   http://ask.fm/Wikiopowiadanie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz