sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 12.

" No ok, a z jakiej to okazji?
- Sam nie wiem.
- Gdzie on będzie?
- W lesie - odpowiedział.
- Tak. Obok jego domu znajduje się las, po części należący do niego, ale się nie bój poznasz część mojej ekipy.
- Yhym.
- Przyda Ci się odrobina szaleństwa w życiu.
- O co Ci chodzi? Przecież się zgodziłam!" 
______________________
Dojechaliśmy już pod dom Kai. Powiedziałam  Jaśkowi, że może, albo wejść ze mną, albo przyjechać po mnie za godzinę. Chciałam porozmawiać z Kają. Mam nadzieje, że pracuje nad sobą i że zastanę ją trzeźwą. Janek wybrał opcje przyjechania po mnie, w sumie nie dziwiłam mu się, wiedziałam że tak zrobi.
Odetchnęłam z ulgą i otworzyłam drzwi od klatki bloku. Wyszłam po schodach i zatrzymałam się przed drzwiami. Nie wiedziałam czy mam po prostu otworzyć drzwi czy może lepiej zapukać. Po chwili zastanowienia się zapukałam. Zastałam w drzwiach Kaje, która rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
- Cześććć mała! Brakowało mi tu Ciebie!
Ucieszyłam się na jej słowa. Weszłam do mieszkania. Zaskoczyła mnie ta absolutna zmiana. W całym domu pachnęło ładnymi odświeżaczami i nareszcie po salonie nie walały się butelki po piwie.
- No Kaja zaskoczyłaś mnie!
- Dzięki. Masz czas, żeby pogadać czy przyjechałaś tylko po rzeczy?
- Jeśli nie będę przeszkadzać no to możemy pogadać.
- Jasne, że nie będziesz!
Nalała mi do wysokiej szklanki pepsi i usiadła na pufie przed szklanym stołem. Ja siedziałam na przeciwko na białej skórzanej kanapie.
- To opowiadaj poznałaś jakiegoś chłopaka tak? Tylko szczerze proszę!
- Oj Kaja, Kaja... No więc poznałam dziewczynę i chłopaka, którzy są rodzeństwem. Przygarnęli mnie do siebie i żyjemy jak jedno rodzeństwo.
- Mają kasę? Rodzice? Nie uważasz, że powinnam ich poznać?
- Pracowali przez dłuższy czas w Anglii, ale nie chodzi mi o kasę. Rodzice zostawili ich i ich młodszego brata z którym urwał się kontakt gdy byli nastolatkami. Raczej nie musisz ich poznawać. To uczciwi ludzie.
- Cieszę się, że nareszcie doznałaś szczęścia w życiu - powiedziała z uśmiechem po czym posmutniała.
- Dzięki, a co u Ciebie?
- Po twojej wyprowadzce dopiero przejrzałam na oczy i zobaczyłam jakim cholernym dupkiem był mój "chłopak".
Słowo "chłopak" wypowiedziała w taki dziwny sposób, jakby wcale nigdy nie byli parą.
- O co chodzi? - zapytałam z troską.
- Przez niego zrobiłam się cholerną alkoholiczką i ćpunką, a mój dom stał się miejscem na imprezy i przyjmowanie innych lumpów z ulicy. Przez tego gnoja muszę opuścić moje mieszkanie i rozpocząć nowe życie.
- Może to lepiej, że masz taką szansę?
- Może. Na pewno Ci ludzie zgodzą się na mieszkanie z tobą?
- Tak, nie ma problemu. Z którą przyjaciółką zamieszkasz?
- Pamiętasz może Amelkę?
- Nie.
- Spokojnie ona nie piję, więc będę miała nad sobą opiekę - zaśmiała się.
- To dobrze - ja też się uśmiechnęłam.
Rozmawiałyśmy tak jeszcze chwilę głównie o Kai. Pomogła mi się pakować do mojej czarnej walizki i w końcu musiała poruszyć ten temat. Bo jakże by inaczej?
- A ten chłopak to dla Ciebie ktoś więcej czy tylko przyjaciel?
- Kaja?
- Słucham?
- Sama nie wiem. Nazywa się Janek. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale wczoraj się pocałowaliśmy i nie wiem.
- Uuuu - uśmiechnęła się.
- Wszystko sobie dziś wyjaśniliśmy i uznaliśmy że zaczniemy wszystko od nowa.
- Więc zacznijcie.
Nasza godzina już minęła i Jaś zadzwonił do mnie, abym już się zbierała. Podałam Kai mój nowy numer telefonu byśmy miały jeszcze szansę na kontakt ze sobą. Podziękowałam jej za gościnę i wyszłam. Na prawdę byłam pod wrażeniem jak ona się zmieniła. W tym momencie było mi jej żal, że musi się wyprowadzić ze "swojego miejsca".
Jaś wyszedł ze samochodu, założył okulary i otworzył bagażnik, a następnie włożył moją walizkę do auta. Gdy to robił uśmiechnął się w inny sposób... tak łobuzersko.
Niestety, ale musiałam otworzyć sobie sama drzwi. Jan podkręcił głośnik radia, aż na 47 poziom głośności, ale mnie to nie przeszkadzało.
Dojechaliśmy pod jakiś budynek. Przecież to nie był nasz dom.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam gdy auto zgasło.
- Przed centrum handlowym.
- W jakim celu?
- Chyba nie pójdziesz jutro w takich ciuchach.
- Przecież przywiozłam swoje.
- Co Ci szkodzi poszaleć i kupić coś nowego?
W sumie miał racje. Przecież powinnam się przy nim jakoś rozluźnić i nie wiązać wszystkiego z tą plażą. Prawda? Weszliśmy do obrotowych drzwi. Ujrzałam ogromne centrum. Po środku fontanna, a otaczały ją sklepy i ruchome schody.

____________________________________________________________________________________________________________________
Proszę bardzo o to kolejny rozdział. Podoba się? Jeżeli możecie to dziś ja mam do Was małą prośbę. Pokażcie swoją aktywność w postaci pytań na asku. Nie chodzi mi tu o lajki, ale są mile widziane. Zadawajcie pytania z anonima lub swoich kont to nie jest ważne.
Jeszcze raz dzięki marchewy za wyświetlenia.

PS: Przecież zapomniałam o linku do aska xd macie: http://ask.fm/Wikiopowiadanie
PS2: Zmieniam wygląd bloga :D

Pozdrawiam Wiktoria!

Rozdział 11

"Nie czekając dłużej pobiegłam do mojego pokoju. Nie wiedziałam gdzie chce mnie zabrać, więc ubrałam się po prostu normalnie. Czarne leginsy i czarna koszulka na ramiączkach. Uczesałam włosy i umyłam zęby. Kolejną czynnością było założenie butów i wzięcie do ręki mojej skórzanej kurtki. Już miałam się wracać po telefon kiedy przypomniałam sobie, że już go nie mam.
Wyszłam z domu to co zobaczyłam ogromnie mnie zaskoczyło."
___________________________________________________________________________________________________
Na schodach naszego ganku klęczał Janek z bukietem kwiatów. Co prawda nie był ubrany jakoś elegancko, ale zwyczajnie, po prostu tak jak lubiłam. Podeszłam do niego, a on zaczął:

- Emila bardzo Cię przepraszam za wczoraj. Nie jestem pewien czy w końcu chcesz o tym zapomnieć czy nie. W każdym razie zacznijmy od nowa ok? - wręczył mi kwiaty.

- Więc gdzie mnie zabierzesz? - powiedziałam bo otworzył mi drzwi od samochodu.

Gdy on również znalazł się w samochodzie odpowiedział:
- Jak to gdzie? Przecież trzeba kupić Ci telefon i jechać po twoje ubrania.

- Dziękuje.
- Nie ma za co, ale lepiej powiedz o co tak płakałaś wieczorem.

Mimo naszej rozmowy, wciąż skupiał się na drodze.

- Przypomniała mi się ważna osoba. Moja przyjaciółka.
- Może chcesz do niej pojechać? Spoko nie ma sprawy.
- Problem w tym, że... - nie mogłam wydusić z siebie tego słowa. Łza spłynęła po moim policzku. - ona nie żyje.
- Chyba nie powinienem pytać.
- Przecież nie wiedziałeś - uśmiechnęłam się do niego.

Zatrzymał samochód przed ogromną galerią. Już kiedyś tu byłam w kinie. Widziałam, że chłopak chciałby usłyszeć trochę kim była moja przyjaciółka, więc gdy wysiedliśmy z auta zaczęłam opowiadać.

- Miała na imię Kasia. Była najwspanialszą osobą - Janek słuchał mnie ze zrozumieniem - Energia, którą w sobie posiadała była nie do opisania. Miała długie czarne, proste włosy i piwne oczy.
- Co się tak właściwie stało?
- Wszystko zaczęło się w dniu kiedy razem pojechaliśmy na basen. Straciła tam przytomność. Lekarze mówili, że to nic takiego i że nie ma powodu by się tym przejmować. Posłuchaliśmy ich rad, w końcu stało się to tylko raz. Po jakimś miesiącu nadeszła pora na badania - tu zamilkłam.
- Jeżeli nie chcesz nie opowiadaj.
- Badania wyszły źle. Wykazały podejrzenie cukrzycy i anemii. Niestety, ale wszystko się potwierdziło. Kaśka jakoś się tym nie przejmowała. Zawsze dała radę sobie w takiej chwili, ale gdy...- nie miałam pojęcia jak kontynuować - wykryli u niej raka mózgu nie było już cudownie. Leciała na chemii. Ciągle mdlała i wymiotowała. Dzień przed zabiegiem wszystko było świetnie, ale w jego trakcie utracili ją.
- Tak mi przykro. Była świetną przyjaciółką - przytulił mnie.

Ja też go przytuliłam. Cieszyłam się, że mam takiego przyjaciela z którym mogę porozmawiać, a on z pewnością mnie zrozumie.

- Dobra już się nie rozklejaj mała - puścił mnie i pociągnął w stronę sklepu z telefonami.
- Czy to dla Ciebie nie jest żaden problem? - zapytałam.
- Ale co?
- Kupienie mi komórki
- Nie - odpowiedział pewnie.
- Obiecuję, że postaram się znaleźć pracę i oddać Ci kasę.
- Nie musisz.

Weszliśmy do sklepu. W okół nas były obudowy i etui po drugiej stronie zaś telefony, a po środku stały tablety. Jasiek poszedł w stronę komórek marki Apple, czyli Iphonów.

- Chyba sobie żartujesz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie dlaczego? Przecież ja też mam taki.
- Dobrze, ale on kosztuje fortunę.
- Chce Ci sprawić dobry telefon. Jeżeli nie chcesz żadnego od mnie  to po prostu powiedz.
- Chce, ale...
- Emka  błagam! Czy mogłabyś nie patrzyć na cenę? Wybierzesz sobie telefon droższy od tego to i tak Ci go kupię.
- Skąd masz tyle kasy?
- Pracuję.

Skoro powiedział, że mogę taki wziąć to nie odmawiałam. Gdy skończyliśmy zakupy postanowiliśmy, że pojedziemy do Kai po resztę moich ubrań. Oczywiście podziękowałam Jankowi.

- Mogę mieć do Ciebie prośbę? - tym razem zapytał on.
- Tak. O co chodzi?
- Jutro wieczorem mój kumpel organizuje grilla. Czy mogłabyś pójść ze mną?
- No ok, a z jakiej to okazji?
- Sam nie wiem.
- Gdzie on będzie?
- W lesie - odpowiedział.
- Tak. Obok jego domu znajduje się las, po części należący do niego, ale się nie bój poznasz część mojej ekipy.
- Yhym.
- Przyda Ci się odrobina szaleństwa w życiu.
- O co Ci chodzi? Przecież się zgodziłam!

_________________________________________________________________________________________________________________________
Hejka! Macie rozdział 11. Nie jest jakiś długi, ale jest. Aaa no i zapraszam na aska   http://ask.fm/Wikiopowiadanie

Rozdział 10.

"Dalej  nie chciała wstawać, więc postanowiłem ,że czemu nie przeniosę jej na rękach.
- Co ty wyprawiasz?!
- To co widzisz.
Powiedziałem po czym objąłem ją w tali i podniosłem ją do góry. Ta chwyciła się mojej szyi i szliśmy tak się śmiejąc. Gdy staliśmy już przy kocu opuściłem Emilkę na piasek. Staliśmy tak na przeciwko siebie wpatrując się nawzajem w swoje oczy."
_____________________________________________________
Perspektywa Emilki:
Ten chłopak jest szalony. Wziął mnie na ręce i zaniósł pod koc. Opuścił mnie i już mogłam stać na własnych nogach. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Topiłam się w jego czekoladowych tęczówkach, a dwa pieprzyki dodawały mu uroku. Nasze usta zaczęły zbliżać się do siebie. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Gdy dzieliły nas minimetry oczywiście coś musiało nam przerwać. To Olka dzwoniła do Jaśka. Chłopak zdenerwowany całą sytuacją odebrał telefon i rozmowę włączył na tryb głośno mówiący, abym ja też mogła coś usłyszeć.
- Hej! - krzyknęła radośnie do słuchawki Olka.
- Siostra w takim momencie?!
- W czymś Ci przerwałam? - zapytała.
- Wyobraź sobie, że tak.
- Dobra przepraszam i tak to pewnie nic ważnego - powiedziała, a chłopak popatrzył na mnie.
- Chciałaś coś? Czy dzwonisz  by mnie wkurzyć?!
- Nie wiesz może gdzie Emilka? - spytała z troską.
- Jest ze mną - uśmiechnął się.
- Tego to się nie spodziewałam. Ale proszę nie zrób jej nic!
- Spokojnie chyba jej nie pocałuje.
- Chyba?!
- Dobra, cześć.
- Jasie... - chciała coś powiedzieć, ale Janek już się rozłączył.
Gdy tylko schował telefon do kieszeni swoich dresów położył się na kocu i wybuchł śmiechem.
- Co Cię tak bawi? - zapytałam unosząc brwi do góry.
- Nic, nic.
- Tsaaa....
- Czyli, że teraz mnie się boisz?
- Niby dlaczego tak myślisz?
- Bo boisz się usiąść - powiedział po czym podciął mi nogi.
Nieświadomie przewróciłam się i upadłam na niego. Kiedy zażenowana sytuacją chciałam się podnieść złapał mnie za rękę i splątał nasze palce.
- Czy na pewno uważasz to za przyjaźń?
Poluzował uścisk, a ja usiadłam siadając sobie na nogach.
- A ty tak nie?
Długo nie dostawałam odpowiedzi. Widziałam, że chłopak się na mnie patrzy. Włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne i podniosłam się z koca. Stałam tak i podziwiałam jak to możliwe,  że na tak wielkiej plaży jestem sama ja i Jasiek. Nagle złapał mnie od tyłu w mojej tali i przytulił. Wciąż stałam do niego tyłem. Odgarnął moje włosy na jeden bok i szepnął do ucha:
- Wybacz mi to co teraz zrobię.
Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Przyznam, że trochę się niepokoiłam. Momentalnie chłopak znalazł się przede mną. Nasze oczy znów były wpatrzone w siebie nawzajem... Złożył drobny pocałunek na moim policzku.
Złapał mnie w okolicach bioder i przyciągnął do siebie.
- Teraz już nikt nam nie przeszkodzi - powiedział bez zastanowienia i rzucił telefon na koc.
- Mogę wiedzieć co zamierzasz zrobić?
Zostałam obdarzona kolejnym pocałunkiem tym razem w szyję. Nie ukrywam, że podobało mi się to. Następny pocałunek był skierowany prosto na moje usta. Skończyło się na tych drobnych pocałunkach, przynajmniej tak myślałam bo lekko popychał mnie w tył. Po chwili ja oparta byłam o jego białe, piękne BMW. Nie wiedziałam czy zamierza zrobić dalszy krok. Myślałam, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Tym razem pocałował mnie. Jego ręce znalazły się pod moją koszulką, dalej przytulając mnie mocno. Odwzajemniłam pocałunek. Kompletnie mu uległam. Zaczęliśmy się całować już tak na poważnie. Nie wierzyłam, że to się dzieje. Ja przytulona i całująca się z chłopakiem.
Nie liczyłam czasu ile to trwało, ale przerwaliśmy to.
- Przepraszam.
Nic nie odpowiadałam. Chciałam już wrócić do domu. Zbliżała się przecież 20 i robiło się chłodniej.
- No weź coś powiedz. Chyba nie ukryjesz, że ci się podobało.
- Możemy już wracać do domu?!
- Spokojnie, przecież Ola  o niczym się nie dowie. I tak mogę się założyć że nie będzie jej na noc.
Tylko on mówił. Ja nie chciałam. Byłam na siebie zbyt zdenerwowana. Jak mogłam dopuścić do czegoś takiego?
Perspektywa Janka:
Jak dla mnie było fajnie. Ona chyba też tego nie zaprzeczy. Widziałem, że była zła. Chyba faktycznie za szybko to zrobiliśmy, ale Ola o niczym się nie dowie. Złożyłem rzeczy i pojechaliśmy do domu. W samochodzie panowała cisza. Jakby stała się jakaś katastrofa.
Jak czułem w domu nie było siostry. Emilka tylko zdjęła buty i poszła do siebie bez słowa. Nie chciałem jej teraz przepraszać, zresztą już to zrobiłem. Może i dzień całkowicie nie wypalił, ale było dobrze. Poszedłem się umyć. Gdy wyszedłem odpaliłem laptopa i posiedziałem chwile na facebooku.
W całym domu, jak i na podwórku panowała ciemność. Usłyszałem jakiś krzyk dobiegający z pokoju Emilii. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi. Po kilku minutach usłyszałem huk. Tym razem na prawdę się wystraszyłem. Po cichu wyszedłem z pokoju włączając latarkę w telefonie. Otwarłem jej drzwi. Dziewczyna leżała na podłodze, a z jej nogi lała się wargi lała się krew.
- Cholera Emila nic Ci nie jest?!
- Nie - wyjąkała cicho, jakby dalej myślała o tym co wydarzyło się na plaży.
- Więc dlaczego twoja warga krwawi i co stało się w tym pokoju? - powiedziałem.
Na podłodze leżała stłuczona szklana miska i kilka zdemolowanych rzeczy, a w tym rozbity telefon dziewczyny.
- Nie ma prądu, jest ciemno i nic nie widzę - odpowiedziała ocierając łzy.
Schyliłem się nad nią i ją przytuliłem. Kołysałem i uspokajałem ją tak przez kilka minut. Emilka szybko odsunęła się ode mnie w lepszym humorze.
- Jesteś dalej na mnie zła?
Oczywiście zamiast odpowiedzi uzyskałem ciszę. Siedzieliśmy tak w ciemnościach gdy odważyła się coś powiedzieć.
- Nie odpowiedziałeś mi czy masz dziewczynę...
- Nie, nie mam.
Tak może wydawało Wam się to dziwne, lub nie ale nie mam dziewczyny. Każda leciała tylko na mój wygląd i pieniądze. Jeszcze nie spotkałem tej jedynej, ale dałem sobie na chwilę z tym spokój, jak radziła moja babcia mówiąc:
- Janku co Ci tak zależy? Masz dopiero 17 lat. Jeszcze przyjdzie pora na poznanie tej jedynej.
Po Emilce wyglądało jakby się rozchmurzyła po mojej odpowiedzi, jakby była czegoś pewna. Nie mogłem nic więcej wyczytać z jej twarzy bo jak tylko zobaczyła, że na nią patrzę odwróciła wzrok na swoje nogi.

Perspektywa Emilii:
Szczerze? Tak, ulżyło mi gdy powiedział, że nie ma dziewczyny. Proszę nie myślcie, że już zapomniałam o akcji z plaży. Dalej wszystko pamiętam i mam to przed oczami. Nie jestem pewna czy Janek raczej czy ja byłabym w stanie mu zaufać. Mimo moim przemyśleniom wiedziałam, że to nie najlepszy moment na kłótnie pomiędzy nami. Zwłaszcza teraz gdy mam do niego ogromną prośbę.
Musiał zauważyć, że się zamyśliłam bo nie było go już w moim pokoju. Zapomniałam Wam o czymś wspomnieć... Boje się ciemności. To znaczy, gdy jestem całkowicie sama. Mam okropne wspomnienia z dzieciństwa. Ja, sama w lesie, w ciemną i deszczową noc. To było straszne, ale nie chcę o tym myśleć.
Zobaczyłam mój telefon. No nie! Cała szybka stłuczona. Przecież nie mam kasy, żeby kupić nowy. Prawie płakałam, a nie chciałam. Janek chyba po raz kolejny usłyszał mnie bo nim się obejrzałam był już w pokoju.
- Mam złe wieści - powiedział.
- Coś się stało?
- Prąd włączą dopiero jutro po południu.
- Aleee....
- W porządku?
- Nie! - krzyknęłam po czym rzuciłam telefonem o ścianę.
Jasiek chyba nie mógł w to uwierzyć. Komórka nie chciała się już w ogóle włączyć.
- Ej, aniołku co się stało?
- Wszystko się pieprzy.
- Emila, wiesz że możesz mi powiedzieć?
Nie chciałam mu się w żaden sposób zwierzać. Czułam się jakbym była zła na cały świat, a on na mnie. Zobaczyłam, że chłopak już się podnosi i kieruje ku wyjściu. Nie chciałam tego. Tak wiem jestem niezdecydowana.
- Janek.
- Co?
- Wiem to śmieszne, ale nie lubię siedzieć sama po ciemku. Właśnie zostałam bez telefonu, a no i jeszcze do jutra muszę zabrać moje wszystkie rzeczy z mieszkania.
- Emka, błagam Cię już nie płacz! To i tak nie pomoże - zatroszczył się o mnie. - Obiecuję, że jutro zabierzemy wszystkie twoje rzeczy i kupimy Ci nowy telefon, a teraz chodź do mnie obejrzymy jakiś film na laptopie.
Byłam mu strasznie wdzięczna. Nie wiem co w nim widziałam, ale byłam. Znam go z 6 dni, a zrobił na mnie tak wielkie wrażenie. Weszliśmy do jego pokoju. Usiadł na krześle, a on na łóżku.
- Emilka ty dalej jesteś na mnie zła?
- Nie...
- Przecież widzę - posmutniał, a mi zrobiło się go żal. Jednak odpowiedziałam szczerze.
- Nie, nie jestem zła, ale nie wiem czego ode mnie oczekujesz. Raz mam być twoją dziewczyną, a drugi raz siostrą.
- Tak masz rację.
Był tak smutny, jednak oglądnęliśmy film. Mnie nie interesował aż tak jak Janka, ale i tak było w porządku. Film się skończył. Było już po 23. Janek nareszcie się odezwał.
- Możemy o tym zapomnieć?
- Skoro chcesz - starałam się być obojętną.
Dalej w domu nie było prądu. Olka nie wiedzieć czemu nie wróciła do domu. Jan rozłożył sobie miejsce na ziemi, a mi na jego łóżku. Najwyraźniej wciąż pamiętał o moim urazie do ciemności i samotności.
Po jakimś czasie położyliśmy. Ja jednak nie zasnęłam. Przypomniała mi się dosyć dołująca sytuacja.  Nieświadomie zaczęłam płakać i to dosyć głośno. Łóżko ugięło się pod ciężarem kładącego się na nim Janka i przytulającego mnie.
- Emi co się dzieje? Przecież nie jesteś sama,
- Dziękuje.
Powiedziałam i odwróciłam się w kierunku Jaśka również go przytulając.
- Nie martw się.
- Jasiu...
- Tak?
- Jeżeli chcesz to nie musimy zapominać o tym co się stało na plaży.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Dlaczego to powiedziałam? Czułam troskę o mnie z jego strony i wiedziałam, że zawsze może mi pomóc. Zasnęliśmy. Sama nie wiem kiedy.
Rano obudziłam się tu gdzie zasnęłam tyle, że z małą różnicą. Janka nie było. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Opuszczając jego pokój zobaczyłam kartkę na drzwiach:

Dzień dobry! Mam dla Ciebie niespodziankę :) Ubierz się szybko i nie rób nic innego, nawet nie jedz. Czekam w aucie. Troskliwy Jan.

Od razu poprawił mi się humor. Tak lubiłam niespodzianki. Nie czekając dłużej pobiegłam do mojego pokoju. Nie wiedziałam gdzie chce mnie zabrać, więc ubrałam się po prostu normalnie. Czarne leginsy i czarna koszulka na ramiączkach. Uczesałam włosy i umyłam zęby. Kolejną czynnością było założenie butów i wzięcie do ręki mojej skórzanej kurtki. Już miałam się wracać po telefon kiedy przypomniałam sobie, że już go nie mam.
Wyszłam z domu to co zobaczyłam ogromnie mnie zaskoczyło.

________________________________________________________________________________________________________________
Hej marchewki! Tak marchewki hahaha. No więc przekazuje Wam długo wyczekiwany 10 rozdział i zabieram się za pisanie 11. Chciałabym też popracować nad zmianą charakteru mojego pisma i wyglądem bloga. Co wy na to? I jak podoba się rozdział?

Pozdrawiam Wiktoria!